Mortoniodendron: egzotyczny kuzyn lipy
Lipy i ich kuzyni
Lipy mogą wydawać się nam drzewami swojskimi. Widzimy je często w europejskich miastach, wzdłuż dróg i w parkach. Kojarzą nam się z lipowym miodem (nic dziwnego – lipa była jedną z pierwszych roślin miododajnych, wykorzystywanych jeszcze w prehistorii przez pierwszych bartników) lub lipową herbatą. Lipa pojawia się w polskiej poezji i nazwach miejscowości. Mało kto spodziewa się, z jak egzotycznego towarzystwa lipy się wywodzą.
Lipy należą do rodziny ślazowatych (Malvaceae). Bardzo dobrze znani polskim ogrodnikom są inni przedstawiciele tej rodziny – malwy, prawoślazy oraz hibiskusy. Chociaż w Europie nie występują poza lipami inne drzewa należące do ślazowatych, gdyby zacząć je wymieniać, wiele nazw brzmiałoby znajomo; mamy tu między innymi afrykańskie baobaby (Adansonia), azjatyckiego duriana (Durio, popularnego jako najbardziej cuchnący owoc na świecie) czy neotropikalnego kakaowca (Theobroma). W tym tekście chcę przedstawić jednak inne neotropikalne drzewo, a zarazem jednego z najbliższych kuzynów lipy – rodzaj Mortoniodendron.
Tam, gdzie rosną Mortoniodendrony
Większość gatunków rodzaju Mortoniodendron to drzewa tropikalne. Mówiąc dokładniej – neotropikalne. W biogeografii wyróżniamy dwa główne obszary w ramach klimatu tropikalnego, które ze względu na wzajemną izolację geograficzną znacznie różnią się pod względem fauny i flory. Paleotropiki obejmują „stary” świat – Afrykę i Azję. Neotropiki to „nowy” świat: Ameryka Środkowa i Południowa oraz Karaiby. Sam rodzaj Mortoniodendron jest stwierdzany od Meksyku po Panamę i Kolumbię.
Bioróżnorodność lasów neotropikalnych jest opisana nierówno. Pewne obszary są bardzo dobrze przebadane – przodują tu zwłaszcza bezpieczne i politycznie stabilne Panama i Kostaryka, a także części Brazylii. O innych miejscach wiemy bardzo mało: pod tym względem wyróżniają się między innymi lasy Hondurasu i Nikaragui oraz północna część dżungli amazońskiej. Warto jednak zaznaczyć, że nawet w lepiej poznanych rejonach neotropikalnych dużo pozostaje do zrobienia; każdego roku odkrywane są nieznane wcześniej gatunki, a każdy z opisanych taksonów wymaga długich badań, żeby zrozumieć, jakie role pełni w swoim ekosystemie.
Podczas prowadzonych przeze mnie badań nad ekologią drzew tropikalnych miałem okazję niedawno spędzić dwa tygodnie w lasach Kostaryki. Udało mi się tam znaleźć i sfotografować dwa gatunki Mortoniodendron. Są to słabo opisane drzewa i niewiele o nich wiadomo. Chociaż na pierwszy rzut oka nie przypominają naszych lip, pewne podobieństwa można zauważyć, przyglądając się im bliżej.

Mortoniodendron – na drugi rzut oka
Na pierwszy rzut oka liście Mortoniodendronów nie przypominają liści lipy. Lipa ma sercowate, piłkowane na brzegach liście, które zrzuca jesienią; liście gatunków z rodzaju Mortoniodendron są podłużne, gładkobrzegie i sztywne (co jest zresztą typowe dla wielu, nawet niespokrewnionych ze sobą drzew tropikalnych). Podobieństwa widać dopiero w szczegółach. U obu rodzajów od głównego nerwu liścia odchodzą na boki wyraźnie odznaczające się nerwy boczne. W kątach nerwów, na spodzie blaszki liściowej, możemy znaleźć niewielkie kępki włosków – domatia (od łacińskiego domus, czyli „dom”). Domatia służą za schronienie dla roztoczy, które żywią się grzybami i drobnymi szkodnikami atakującymi liście.
Wyraźniejsze podobieństwo dotyczy kwiatów i kwiatostanów. Kwiaty obydwu rodzajów zebrane są w rozgałęzione kwiatostany typu wierzchotka. Kwiaty większości gatunków mają pięć działek kielicha, pięć płatków i liczne pręciki. U kostarykańskich Mortoniodendronów kwiaty są białe, z pęczkiem żółtopomarańczowych pręcików w środku. Brakuje im tylko charakterystycznej podsadki, czyli podłużnego, jasnozielonego liścia, z którym u lipy zrośnięta jest szypułka kwiatostanu.
Chociaż owoce są podobne, kryją się w nich również istotne różnice. Roznoszone przez wiatr, owoce lipy są znacznie mniejsze i lżejsze. Po dojrzeniu cały owocostan odrywa się od gałęzi, a wspomniana wcześniej podsadka działa jak żagiel łapiący wiatr. Owoce Mortoniodendronów są większe i kolorowe. Po dojrzeniu otwierają się, a same nasiona pokryte są mięsistymi osnówkami. Przypuszcza się, że nasiona tych drzew roznoszone są przez zwierzęta; na obecną chwilę nie wiemy jednak, jakie zwierzęta są za to odpowiedzialne.





Lipowate i lipowe, czyli bałagan w rodzinie
Starsze podręczniki botaniki umieszczają lipy w rodzinie lipowatych (Tiliaceae). Rodzina ta liczyła kilkadziesiąt rodzajów. Lipowate, ślazowate, zatwardnicowate (do których należał kakaowiec) i wełniakowate (do których należały baobab i durian) uznawano za osobne, choć blisko spokrewnione rodziny. Granice między nimi wyznaczano na podstawie cech morfologicznych, takich jak budowa kwiatów, owoców i pyłku. Rodziny te były też poddawane częstym rewizjom, a poszczególne rodzaje przenoszono z jednej rodziny do drugiej.
Pod koniec XX wieku w systematyce roślin na większą skalę zaczęto wykorzystywać badania DNA. Na podstawie takich właśnie badań filogenetycznych okazało się, że lipowate, ślazowate, zatwardnicowate i wełniakowate tworzą w rzeczywistości jedną grupę. Co więcej, wiele rodzajów przypisanych wcześniej do tych rodzin nie jest naprawdę blisko spokrewnionych, a wcześniej wykorzystywane cechy morfologiczne w dużej mierze okazały się powierzchownymi podobieństwami między odległymi taksonami. Tak było z większością rodzajów dawniej rodziny lipowatych. Obecnie w ramach ślazowatych lipa umieszczona jest w podrodzinie lipowych, a wraz z nią dwa inne rodzaje: Craigia i Mortoniodendron.
Obaj kuzyni lipy mają za sobą długą historię pomyłek. Craigię opisano w 1921 roku jako przedstawiciela zatwardnicowatych, a skamieniałości wymarłych przedstawicieli tego rodzaju klasyfikowano często jako wiązy. Pierwszy gatunek Mortoniodendron opisano w rodzaju Sloanea, z zupełnie innej rodziny. Później łączono go z różnymi grupami lipowatych, a ze względu na osnówki nasion proponowano dla niego wydzielenie odrębnej grupy.
W samym rodzaju trwa bałagan. Mortoniodendron opisano w 1938 roku na podstawie jednego gatunku. Do końca XX wieku opisanych było dziesięć gatunków, dziś mówi się o blisko dwudziestu gatunkach. Liczba ta jest jednak niepewna. Okazów zielnikowych jest niewiele, jednak na podstawie dostępnych okazów pojawiają się sugestie, że być może część nazw to synonimy (albo odwrotnie, że w niektórych przypadkach pod jedną nazwą kryje się kilka podobnych gatunków). Co więcej, w Ameryce Środkowej badania DNA, które mogłyby to uporządkować, są utrudnione ze względu na ich koszt i regulacje prawne. Problem ten ma praktyczne znaczenie dla ochrony przyrody. Jeśli rzadki „gatunek” okaże się lokalną odmianą pospolitego drzewa, środki na jego ochronę można wydać lepiej. Jeśli jest odwrotnie i pod jedną nazwą kryje się kilka gatunków, każdy z nich może być znacznie rzadszy, niż sądzimy.
Tekst i zdjęcia: Daniel Janowski, opublikowane za zgodą autora. Redakcja Biomist dodała streszczenie, śródtytuły i odnośniki.
Zobacz też: storczyk z Gwatemali zapylany przez kolibry · Maxillaria – jak storczyki przywabiają zapylaczy · kruszczyk szerokolistny – badania anatomiczne · dział Rośliny
Zdjęcie główne: liście i kwiaty Mortoniodendron anisophyllum, Kostaryka. Fot. Daniel Janowski (kadr).
Testy i zadania maturalne z odpowiedziami: Biologia →