Posągi i mury jako polityka. Historyk z UWr zbadał 118 inskrypcji z Królestwa Bosporańskiego
Posąg na placu, odnowiony mur albo dedykacja dla cesarza były w Królestwie Bosporańskim narzędziem polityki, a nie tylko ozdobą. Tak wynika z analizy 118 inskrypcji z okresu od I w. p.n.e. do III w. n.e., którą Michał Halamus z Instytutu Historii Uniwersytetu Wrocławskiego opublikował 30 października 2026 r. w czasopiśmie „Arts”.
Czym było Królestwo Bosporańskie?
To państwo rozciągało się po obu stronach dzisiejszej Cieśniny Kerczeńskiej, na półwyspach Kerczeńskim i Tamańskim. Stolicą był Pantikapajon, dzisiejszy Kercz. Greckie miasta portowe sąsiadowały tu z ludami stepu, a od czasów Mitrydatesa VI Eupatora, który zakończył życie właśnie w Pantikapajonie w 63 r. p.n.e., królestwo weszło na stałe w orbitę Rzymu.
Rzym nigdy go jednak formalnie nie wcielił. Historycy mówią tu o „dwupoziomowej suwerenności”: król rządził u siebie, ale swoją prawomocność czerpał z uznania dalekiego cesarza. Układ ten utrzymał się przez około dwa stulecia po ostatnim wielkim kryzysie dynastycznym z lat 40. n.e. Halamus pyta, jak taka konstrukcja działała na co dzień i kto z kim musiał się w niej dogadywać.
Co to jest euergetyzm?
Nazwa pochodzi od greckiego słowa euergetes, czyli dobroczyńca. W starożytnym świecie grecko-rzymskim bogaci obywatele fundowali budowle, posągi czy święta, a w zamian wspólnota oddawała im honory: tytuły, złote wieńce, publiczne pogrzeby, posągi. Dawniej widziano w tym jednostronny gest elit wobec biernego ludu. Dziś badacze opisują raczej wymianę darów i system komunikacji, w którym nagrody i dowody wdzięczności łagodziły napięcia społeczne.
Nad Bosporem sprawa jest trudniejsza niż gdzie indziej. Autor przypomina, że przed Mitrydatesem nie ma tam śladu działającej rady ani zgromadzenia ludowego, czyli instytucji znanych z greckich polis. Między miastem a cesarzem stał zaś król. Trzeba więc było sprawdzić, czy mechanizm znany z innych części świata grecko-rzymskiego w ogóle działał w takich warunkach.
Co zapisano w kamieniu?
Materiał obejmuje napisy na bazach posągów, dedykacje, inskrypcje budowlane, trzy epitafia związane z władcami i kilka tekstów innego typu. Wybrano je spośród ok. 1450 znanych inskrypcji bosporańskich. Ostatni pochodzi z lat 275–279, z panowania króla Tyberiusza Juliusza Teiranesa.
Napisy honorowe są lapidarne i zwykle wymieniają tylko posąg i tytuły. W 45 proc. pochodzą z Pantikapajonu i dotyczą przeważnie władców. Inaczej jest z inskrypcjami budowlanymi, w większości znalezionymi w Tanais. Budowy lub remonty fundowały w nich w 19 przypadkach wpływowe osoby i grupy, związane z dworem lub miejscowymi elitami, a król tylko w 7. Widać też trzy fale napisów honorowych: przy niepokojach politycznych na przełomie er oraz w czasie wojen z sąsiednimi plemionami na początku II w. i na przełomie II i III w.
Jak król rozmawiał z Rzymem?
Władcy budowali swój wizerunek tytułami. „Wielki król królów” pojawia się na bazie posągu z Nymfajonu, prawdopodobnie z lat 80. p.n.e., dedykowanej Mitrydatesowi. Pierwszy zapis określenia philoromaios, czyli „przyjaciel Rzymian”, zawdzięczamy kapłance bogini Ma z Hermonassy, która wystawiła dedykację na rzecz króla Farnakesa II. Oba tytuły przetrwały trzy stulecia.
Za Augusta Pantikapajon przemianowano na Cezareę, a Fanagorię na Agrippię, zaś królowe Dynamis i Pytodoris stawiały posągi cesarzowi i Liwii. Aspurgos pojechał do Rzymu po formalne uznanie u Tyberiusza. Później kolejni królowie honorowali Nerona, Wespazjana, Hadriana i Karakallę. Równocześnie ci sami władcy używali sarmackich znaków rodowych, tzw. tamg. Mówili więc jednym językiem do Rzymu, a innym do stepu.
Dwa różne Bospory
Najciekawsza jest różnica regionalna. Część europejska skupiała się wokół dworu w stolicy. Po azjatyckiej stronie cieśniny napisy są bardziej rozproszone i zróżnicowane, a lokalne elity działały w dużej mierze same. Potrzebę wspólnego działania widać też w stowarzyszeniach zwanych thiasoi. Publiczna hojność była zdaniem autora „żywotnym mechanizmem adaptacji instytucjonalnej i kulturowej” (tłum. Biomist), który pozwalał państwu na pograniczu utrzymać spójność i łączyć świat Rzymu, tradycję greckich miast i step. Skończyło się to w połowie III w., gdy najazdy zniszczyły wiele bosporańskich ośrodków, a zwyczaj wystawiania napisów nagle zamarł.
To kolejny przykład polskich badań nad dawnymi społecznościami poza Polską. Niedawno pisaliśmy o pracach archeologów w Misejdzie w Sudanie i w Serengeti.
Ograniczenia
To interpretacja historyczna istniejących napisów, a nie wynik nowych wykopalisk. Większość z nich to przypadkowe znaleziska z rozbiórek i remontów, a ich pierwotne miejsce w mieście często pozostaje nieznane, dlatego autor nie analizuje kontekstu przestrzennego. Teksty są krótkie i rzadko mówią, za co dokładnie kogoś uhonorowano. Granica między napisem publicznym a prywatnym bywa niewyraźna, więc skład zbioru zależy też od przyjętych kryteriów. Niewielka liczba napisów sprzed Augusta nie dowodzi z kolei, że wcześniejsi władcy nie dbali o wizerunek, bo wtedy służyły do tego głównie monety.
Źródła i daty
- M. Halamus, „Public Munificence and Power Negotiations in the Bosporan Kingdom”, Arts 15(11): 250 – 30.10.2026 – doi:10.3390/arts15110250 (otwarty dostęp, CC BY 4.0).
- Afiliacja: Instytut Historyczny, Uniwersytet Wrocławski. Finansowanie: Narodowe Centrum Nauki, grant SONATINA-6 UMO-2022/44/C/HS3/00124.
- Tekst oparty na pełnej publikacji; nie znaleźliśmy komunikatu prasowego uczelni. Cytat przetłumaczyła redakcja.
Zdjęcie wyróżniające: ruiny Pantikapajonu w Kerczu, maj 2010 r. – zdjęcie poglądowe. Fot. Dmytro Petishkin, CC BY 4.0, Wikimedia Commons; kadrowanie Biomist.