Teoria ewolucji jako teoria unifikująca biologię i nie tylko

0 241

Autor artykułu: Jakub Nowicki, Uniwersytet Gdański

Artykuł otrzymany: 26.06.2023; Artykuł zrecenzowany i opublikowany: 03.07.2023

Nic w biologii nie ma sensu, jeśli rozpatrywać to w oderwaniu od teorii ewolucji.

Zdanie to, powtarzane później przez wielu popularyzatorów nauki, wypowiedział Theodosius Dobzhansky, jeden z twórców tak-zwanej syntezy ewolucyjnej powstałej w wyniku uspójnienia teorii Karola Darwina z osiągnięciami współczesnej genetyki, a także poszczególnymi teoriami uzgadniającymi podstawowe założenia darwinowskie z obecnym stanem wiedzy z zakresu nauk empirycznych.

Trudno dziś nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Sprawę z olbrzymiego znaczenia teorii ewolucji dla przyrostu wiedzy w zakresie nauk biologicznych zdaje sobie dziś każdy, kto ze zrozumieniem zaznajomił się ze świadectwami gromadzonymi przez biologów ewolucyjnych, genetyków, czy paleontologów.

charles robert darwin 62912 1280
Charles Robert Darwin, fot. WikiImages.

Jej rola jest tym bardziej znacząca, że wyjaśnienia ewolucyjne są stosowane coraz częściej także na gruncie nauk określanych mianem społecznych, a zatem psychologii, socjologii, filozofii i religioznawstwa.

Oczywiście, ze względu na odrębność tych ostatnich jeśli chodzi o metodykę, zakres rozważań, a także pewien bagaż dziedzictwa kulturowego, tematy powiązane z ewolucjonizmem nadal budzą więcej emocji wśród filozofów, socjologów i religioznawców, niż uczonych zajmujących się ich stricte biologiczną wykładnią.

Mimo to, sam fakt toczenia się licznych dyskusji praktycznie na terenie każdej dyscypliny naukowej pokazuje, jak ważnym odniesieniem stało się dziedzictwo twórcy teorii doboru naturalnego.

Zanim jednak do tego doszło, teoria ewolucji musiała przejść długą drogę wypełnioną licznymi próbami falsyfikacji, eksperymentami, korektami metodologicznymi, a także dyskusjami światopoglądowymi.

W poniższym omówieniu będę chciał naświetlić skrótowo wybrane aspekty darwinowskiej teorii ewolucji.

Zacznijmy od samego początku, czyli od oryginalnych tez Karola Darwina zawartych w wydanej w 1859 roku książce O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego.

Na potrzeby tego opracowania można przyjąć, że teoria ewolucji taka, jaką rozumiał ją Darwin, była teorią opisującą mechanizmy powstania obserwowanej przez niego bioróżnorodności poprzez odwołanie do ewolucji biologicznej. Ewolucję biologiczną należy natomiast pojmować jako naturalny proces powolnych przemian prowadzących do powstawania nowych gatunków, czyli specjacji. Istnieje również bardziej formalna definicja zaproponowana przez Ernsta Mayr’a, akcentująca obecnie niepodważalny, silny związek ewolucji biologicznej z genetyką. Uczony ten twierdzi, że ewolucja biologiczna to zmiana częstości występowania określonych wariantów genów w populacji (por. Mayr, 2004).

Wbrew utartym opiniom, trzeba zaznaczyć, że sam Darwin nie był pierwszą osobą uwzględniającą w swoich poglądach na naturę świata ożywionego ewolucję biologiczną.

Już u jego dziadka, Erazma Darwina, możemy wyczytać pewne intuicje rozwinięte później w dziele o doborze naturalnym.

Alternatywną koncepcję ewolucji zaproponował też około pięćdziesięciu lat przed Darwinem Jean Baptist Lamarck, ale ostatecznie to właśnie Karola Darwina uznano za twórcę mechanizmów ewolucji będących najbardziej adekwatnymi w świetle obserwacji empirycznych, a potem także innych, zaawansowanych badań.

W darwinowskiej koncepcji wyróżnić można co najmniej kilka oddzielnych twierdzeń składających się razem na rdzeń współczesnego ewolucjonizmu. Są to: twierdzenie o pochodzeniu wszystkich organizmów od jednego przodka, twierdzenie o podstawowej zmienności, na drodze której jedne gatunki dają z czasem początek innym, twierdzenie o gradualnym charakterze owej zmienności, a zatem, że ewolucja zachodzi w sposób powolny i ciągły, nie zaś skokowy, jak chcieliby tego tak-zwani punktualiści, a wreszcie twierdzenie o doborze naturalnym jako motorze przemian ewolucyjnych.

To właśnie ta ostatnia teza okazała się pierwotnie jedną z bardziej kontrowersyjnych, a wybrane z jej śmielszych interpretacji na gruncie nauk społecznych dały później początek nurtowi nazwanemu socjodarwinizmem.

Co jednak dokładnie mówi teoria doboru naturalnego?

Zastanawiając się nad tym, jak dokładnie zdefiniować dobór naturalny, możemy powiedzieć, że jest to ta prawidłowość, za sprawą której z całej populacji szansę na przetrwanie będą miały osobniki najlepiej dostosowane do szeroko rozumianych warunków środowiska. Właśnie te osobniki zostaną wyselekcjonowane i otrzymają możliwość, aby przekazać swoje geny następnym pokoleniom.

Żeby tak rozumiany dobór naturalny mógł oddziaływać na populacje, ich członkowie muszą cechować się trzema podstawowymi własnościami.

Pierwszą taką własnością jest zmienność fenotypowa przejawiająca się w zróżnicowaniu poszczególnych osobników pod kątem określonych cech anatomicznych, ale również behawioralnych wpływających na ich zdolność przystosowawczą.

Druga cecha to zróżnicowana reprodukcja, zasadzająca się na fakcie, że wypadkowa pewnych cech konkretnych osobników zapewnia im, przynajmniej potencjalnie, większy sukces rozrodczy.

Trzecim warunkiem jest dziedziczność cech, którą, jak dzisiaj wiemy, gwarantują mechanizmy opisywane przez genetykę.

Warunki te, określone jako wchodzące w zakres standardowego ujęcia doboru naturalnego, opisywał między innymi John Maynard Smith (Chodasewicz, 2016, s. 48-49).

Mając świadomość tych trzech warunków doboru naturalnego, można pokusić się o jeszcze dokładniejsze jego doprecyzowanie. Analizując dzieło Darwina, teoretycy ewolucjoniści doszli do wniosku, że kolejnymi cechami doboru są jego powolność, krótkowzroczność oraz kierunkowość.

Zatrzymajmy się na chwilę nad tymi trzema cechami.

Wszystkie trzy są fundamentalnie związane z tym, co, posługując się obrazową metaforą, stanowi paliwo selekcji naturalnej, czyli z mutacjami.

Same mutacje możemy określić jako przypadkowe błędy w replikacji DNA (por. Futuyma 2008, s. 167).

Zachodzą one co do zasady losowo i są nieprzewidywalne. W praktyce oznacza to, że mogą zarówno przyczynić się do spadku dostosowania organizmu, w którego genomie zaszły, jak i do jego wzrostu.

W tym momencie dochodzimy do źródeł pierwszej z cech doboru naturalnego, czyli do powolności. Ponieważ selekcja naturalna jest wyłącznie siłą negatywną, a więc działa na materiale zastanym, odsiewając osobniki będące nośnikami genów obniżających dostosowanie, a promując te przenoszące geny korzystne w danych warunkach środowiskowych, tempo jej działania pozostaje ściśle uzależnione od częstotliwości mutacji.

Zmiany zachodzące w ten sposób są z kolei zazwyczaj bardzo stopniowe.

Drugą cechą selekcji również związaną z mutacjami jest jej kierunkowość. Oznacza to, iż dobór promuje wyłącznie mutacje adaptatywne, zwiększające dostosowanie, lub co najwyżej neutralne z perspektywy przeżywalności nosiciela konkretnego genu.

Wreszcie po trzecie dobór ma charakter krótkowzroczny, dostosowuje wyłącznie do bieżących warunków środowiskowych. Konkluzją powyższych ustaleń może być zatem wniosek, że ten sam organizm, który z biegiem pokoleń zaadaptował się do pewnych stabilnych parametrów środowiska, może okazać się całkowicie nieprzystosowany, jeśli parametry te z jakichś powodów ulegną raptownej zmianie.

Tym sposobem wracamy znów do problemu dostosowania będącego jedną z ważniejszych kategorii w ramach darwinowskiej teorii ewolucji.

Powiedzieliśmy do tej pory, że sednem oddziaływania doboru naturalnego jest przetrwanie organizmów najlepiej dostosowanych.

To ważna idea, a jej doniosłe znaczenie możemy uzasadnić na co najmniej kilku poziomach.

Na poziomie być może najbardziej dla nas intuicyjnym, dostosowanie jest po prostu miarą postępu ewolucji. Organizmy najlepiej zaadaptowane to te, które najlepiej odpowiadają na wyzwania środowiskowe. Sprostanie im wymaga natomiast określonych rozwiązań.

Istnieje jednakże jeszcze jeden, możliwe, że bardziej bazowy, aspekt związany z kategorią dostosowania.

Co zauważył już Karol Darwin, nawet, gdyby wszystkie inne warunki były optymalne dla wszystkich osobników w populacji, wyzwaniem pozostaje zawsze ilość dostępnych zasobów niewspółmierna do tempa przyrostu populacji.

Dysproporcja ta, której model Darwin zaczerpnął zresztą od ekonomisty Thomasa Malthusa, sprawia, że między osobnikami trwa stała konkurencja o zasoby.

To właśnie dlatego kategoria dostosowania jest tak istotna w darwinowskiej teorii. Ci, którzy wygrają konkurencję, przetrwają i będą mogli przekazać swoje geny następnym pokoleniom.

W świetle obecnego stanu wiedzy uznaje się, że to właśnie przekazanie genów stanowi o najważniejszym sukcesie ewolucyjnym. W tej optyce można nawet powiedzieć, że wszystkie organizmy żywe są jedynie wehikułami, których najistotniejszą funkcją jest umożliwienie transmisji genów.

To zauważalne przesunięcie akcentów na gruncie współczesnego neodarwinizmu w stosunku do ujęcia klasycznego, gdzie podstawową jednostką selekcji nie był gen, lecz osobnik.

(Na temat alternatywnego, nieklasycznego ujęcia doboru naturalnego zobacz na przykład Stencel A. Dobór naturalny: zarys problemów filozoficznych (w) Główne problemy filozofii biologii, red. Chodasewicz K i inni, Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Warszawa 2017, s. 24).

Tak, czy inaczej, dotychczasowe rozważania wskazują, że miarą dostosowania jest liczba pozostawionego potomstwa. Pojawia się tu jednak pewien problem.

Jeśli jedynym obiektywnym kryterium jest przeżycie i pozostawienie jak największej liczby potomstwa, to po pierwsze o dostosowaniu poszczególnych grup osobników moglibyśmy orzekać dopiero post factum. Po drugie zaś zawsze można by zapytać, czy poszczególne osobniki pozostawiły większą liczbę potomstwa dlatego, że posiadały jakąś obiektywnie ułatwiającą im to cechę, czy w wyniku szczęśliwego zbiegu okoliczności.

Oczywiście są filozofowie biologii, a tym bardziej biolodzy, dla których powyższe nie stanowi problemu.

Powiedzieliby oni, że nie jest istotne rozróżnianie na szczęśliwy przypadek i bardziej stałe czynniki wykształcone w toku ewolucji zwiększające adaptację. Jeśli organizmom udało się przekazać geny, świadczy to o dostosowaniu.

Zakładając takie podejście, mówimy o dostosowaniu zrealizowanym.

Możliwe jest jednak i drugie podejście, na gruncie którego uznaje się istnienie zbioru konkretnych cech fenotypowych, takich jak na przykład bardziej wyczulone zmysły, które w danym środowisku domyślnie ułatwiają przeżycie i spłodzenie potomstwa. Taką koncepcję nazwiemy koncepcją dostosowania oczekiwanego. Naturalnie i jedna, i druga koncepcja dostosowania posiada swoje mocne i słabe strony, jednakże pogłębiona ich analiza znacznie wykraczałaby poza założone ramy tego omówienia (Stencel, 2017, s. 22-24).

Zastanówmy się teraz nad innym problemem. Okazuje się bowiem, że miara dostosowania rozumiana w sensie podstawowym jako liczba pozostawionego potomstwa, nie musi być jedynym probierzem zabezpieczenia własnego interesu genetycznego.

Zagadnienie to jest tym bardziej frapujące, że, jak twierdzą uczeni, alternatywne strategie przekazania własnych genów mogły doprowadzić do wykształcenia się takich zachowań, jak zachowania altruistyczne będące przecież ważnym punktem odniesienia dla ludzkich społeczności.

Jednocześnie dyskusja nad tymi aspektami darwinowskiego dostosowania odsyła nas, by odwołać się do tytułu tego omówienia, do unifikującej roli teorii ewolucji. Jasne bowiem jest, iż pojęcie altruizmu znajduje się w kręgu zainteresowań wielu dyscyplin, w tym również psychologii i filozofii.

Jak zatem jego pojawienie się jest tłumaczone na gruncie darwinowskiego ewolucjonizmu?

Odpowiedzi na to pytanie udziela częściowo William Hamilton.

Przyrodnik ten zaproponował teorię określaną jako teoria dostosowania łącznego.

Punktem wyjścia dla jego rozważań było następujące pytanie.

Jeśli istotnie nadrzędnym celem każdego organizmu jest przekazanie własnych genów, a domyślnie także dominacja tychże genów w następnym pokoleniu, jak uzasadnić obserwowane akty altruizmu między spokrewnionymi osobnikami?

Była to z pozoru trudna kwestia. Jeżeli bowiem najbardziej efektywną strategią przystosowawczą miało być zabezpieczenie własnego interesu genetycznego, czysto matematycznie, zachowania altruistyczne powinny zanikać w populacjach.

Hamilton zaproponował pewne rozwiązanie tej zagadki.

Stwierdził on, że w ściśle określonych sytuacjach altruista może zabezpieczyć swój interes genetyczny, pomagając w potencjalnym przekazaniu genów swoim krewnym.

Dzieje się tak, ponieważ, jak wiadomo, krewni są również nosicielami naszych genów. Wspierając krewniaków, dodatkowo maksymalizujemy więc ich przekazanie.

Opłacalność takich aktów altruizmu, a używając terminologii Hamiltona, doboru krewniaczego, określa reguła Hamiltona. Głosi ona, że akty altruizmu przejdą przez sito selekcji naturalnej do następnych pokoleń, o ile koszty poniesione przez altruistę będą mniejsze niż zysk beneficjenta pomnożony przez współczynnik pokrewieństwa pomiędzy beneficjentem, a altruistą (Weiss, 2010, s. 27-28).

Tak pokrótce przedstawia się teoria Wiliama Hamiltona.

Nie jest moim celem w tym miejscu poddawanie tej teorii krytycznej analizie, a jedynie pokazanie, jak teoria ewolucji, wzbogacona o dwudziestowieczne koncepcje, może posłużyć wyjaśnieniu utrzymywania się w populacji takich zachowań, jak zachowania altruistyczne.

Nawet jednak jeśli zgodzimy się z Hamiltonem, co do genezy altruizmu odbywającego się między krewniakami, niewyjaśniona pozostanie geneza tych aktów altruistycznych, które odbywają się między osobnikami niespokrewnionymi. I na to wszakże można znaleźć odpowiedź w dziełach dwudziestowiecznych ewolucjonistów.

Z pomocą przychodzi tutaj Robert Trivers i jego koncepcja altruizmu odwzajemnionego.

Na gruncie tej teorii przyjmuje się, iż akty altruizmu obejmujące nie spokrewnione osobniki mają szansę utrwalić się w populacji, o ile będą miały szansę spotkać się z określonym rewanżem. Jest to rodzaj kontraktualizmu opartego na wzajemnym wyświadczaniu przysług.

Aby takie odwzajemnienie było możliwe, muszą zajść określone warunki.

Warunki te to warunki środowiskowe, społeczne i psychologiczne.

Jeśli chodzi o warunki środowiskowe, środowisko życia danej populacji nie może być zbyt wielkie, a populacja zbyt rozproszona. Życie poszczególnych osobników nie może też być zbyt krótkie.

Wszystko to dlatego, że osobniki muszą mieć okazję do ponownego spotkania się.

Jeśli idzie o warunki społeczne, między altruistą a beneficjentem powinna zachodzić jak największa wspólnota interesów nazywana stopniem mutualistycznej zależności.

Jeśli interesy są wspólne, będzie większa gotowość do współpracy.

Altruizmowi odwzajemnionemu sprzyja również podobna pozycja w hierarchii. Jeśli beneficjent i altruista są równi, chętniej będą odwzajemniać przysługi, niż w sytuacji dominacji jednej ze stron.

Wreszcie musi być spełniony warunek psychologiczny posiadania długiego cienia przyszłości, czyli odpowiednio szerokiej perspektywy, aby przewidzieć odwzajemnienie beneficjenta aktów altruizmu.

Do ilustracji sytuacji altruizmu odwzajemnionego używa się teorii gier.

Wyróżnia się tam gry o sumie zerowej, kiedy tylko jeden z graczy może zyskać i o sumie niezerowej, kiedy zyskać może więcej graczy.

Z rozważenia słynnego dylematu więźnia wynika, że jeśli kontakt z beneficjentem mamy jednorazowo, najlepiej jest być egoistą. Jeśli jednak sytuacje gry społecznej będą się powtarzać, opłaca się współpracować, ponieważ obowiązuje zasada wet za wet. (Na temat altruizmu odwzajemnionego zobacz na przykład: Weiss M. (2010) Etyka a ewolucja, s. 28-30)

Fakt, że ewolucjoniści zajęli się altruizmem w różnych jego postaciach, otworzył drogę do wielu innych badań angażujących teorię ewolucji, a dotyczących obszarów przypisywanych tradycyjnie raczej naukom społecznym, a nie biologicznym.

Obszarem takim okazała się między innymi ludzka moralność. Już Karol Darwin w rozprawie

O pochodzeniu człowieka opublikowanej 12 lat po wydaniu O powstawaniu gatunków przekonywał, że moralność, a mówiąc ściślej zachowania moralne, wyewoluowały u człowieka całkiem naturalnie, a ich zaczątków należy poszukiwać wśród podstawowych instynktów oraz emocji obecnych już u innych zwierząt.

Wśród owych instynktów i emocji znajdowała się, według Darwina, między innymi empatia rozumiana tu jako zdolność do współodczuwania cierpienia i przyjemności doznawanych przez inne osobniki, ale też, co równie ważne, instynkt społeczny.
Ten ostatni był definiowany przez angielskiego przyrodnika jako bazowa zdolność do współpracy z innymi. Zdaniem Darwina osobniki posiadające wysoko rozwinięty instynkt społeczny, a zatem cechujące się również gotowością do kooperacji, lepiej radziły sobie z szeroko pojętymi wyzwaniami środowiskowymi. Co za tym idzie, osobniki takie, czy jak byśmy powiedzieli dzisiaj ich geny, były promowane przez dobór naturalny.

W efekcie długotrwałego wzmacniania na przestrzeni pokoleń owe pro-kooperacyjne skłonności stawały się coraz silniejsze, by osiągnąć swój dotychczasowy szczyt rozwoju na etapie gatunku Homo sapiens sapiens (łac. człowiek rozumny właściwy).

Należy tu jasno zaznaczyć, że w koncepcji Darwina, ów najwyższy poziom rozwoju, umożliwiający dokonywanie świadomych ocen moralnych, osiągnęli jedynie ludzie. Było to jednak dla niego wyłącznie konsekwencją ewolucyjnego zaawansowania ludzkiego mózgu zdolnego do abstrakcji, nie zaś, jak chciało tego wielu współczesnych Darwinowi, zasługą jakiejś różnicy metafizycznej, na przykład pojmowanej po chrześcijańsku duszy (por. Darwin, 2009; Weiss, 2010, s.19-20).

Badania Darwina nad ewolucyjnymi źródłami moralności doczekały się kontynuacji ze strony współczesnych psychologów społecznych i porównawczych, ale również prymatologów, którzy wykorzystując zdobycze obecnej nauki, potwierdzają wiele darwinowskich założeń.

Jednym z takich badaczy jest znany prymatolog Frans de Waal.

W swojej książce wydanej po polsku pod tytułem Małpy i filozofowie: skąd pochodzi moralność, broni on tezy, że rzeczywiście już u niższych naczelnych jesteśmy w stanie dostrzec pewne ważne elementy tego, co nazywamy zachowaniami moralnymi.

Jego zdaniem do tych elementów zalicza się empatia, wzajemność, ale także bardzo pierwotne zalążki sprawiedliwości ograniczającej się w tym stadium do poczucia krzywdy, w wypadku traktowania innego, niż pozostałe osobniki. Swoje wnioski opiera między innymi na badaniach prowadzonych na kapucynkach.

Badacz sugeruje, iż jeśli do tych wszystkich elementów powiązanych odpowiednio zależnościami ewolucyjnymi dodamy charakterystyczną dla ludzi zdolność do abstrakcji, uzyskamy obraz ewolucji tego, co dziś nazywamy zachowaniami moralnymi (de Waal F., 2013, s.46).

Przypadek analizy zachowań moralnych pokazuje jasno, że wzbogacona o liczne, dwudziestowieczne i późniejsze, koncepcje, teoria ewolucji Darwina stała się kluczem do interpretacji rozmaitych zjawisk, które do pewnego momentu nie były zazwyczaj kojarzone z biologią.

Przykładem takiej sytuacji może być również prawo, a konkretnie pewne modele uzasadniające, dlaczego coś takiego, jak przepisy prawne w ogóle się pojawiło.

Uczonym, który zajmuje się tym na gruncie polskim, jest choćby prof. dr hab. Wojciech Załuski (Wydział Prawa i Administracji, Uniwersytet Gdański). W swojej ewolucyjnej filozofii prawa przyznaje on rację tym, którzy twierdzą, że chęć do współpracy wynika z naszych ugruntowanych ewolucyjnie instynktów.

Jest to, zgodnie z modelami w ramach teorii altruizmu odwzajemnionego, najlepsza strategia preferowana przez dobór.

W tym ujęciu kodyfikacja prawa i obwarowanie przepisami zasad współżycia społecznego miałoby wzmocnić te ewolucyjne tendencje, ujednoznacznić reguły o najbardziej fundamentalnym znaczeniu, a także zabezpieczyć społeczności przed tymi, którzy chcieliby wyłamać się z ogólnie ustalonego porządku (por. Załuski, 2009).

Ostatnią dziedziną czerpiącą inspiracje z teorii ewolucji Karola Darwina, o której chciałbym tutaj wspomnieć jest religioznawstwo, a mówiąc konkretniej, tak-zwane kognitywne nauki o religii.

Nie jest moim celem, aby w tym skromnym opracowaniu przybliżać szczegółowo wszystkie niuanse związane z tymi naukami. Ważne jest to, że uczeni działający w tym paradygmacie badawczym starają się odpowiedzieć na pytanie, jakie mechanizmy ewolucyjne stoją za wytwarzaniem w nas przekonań religijnych, również od strony ewolucji samego mózgu.

Na gruncie tych nauk przyjmuje się często tezę, w myśl której wierzenia religijne są niczym więcej, jak produktem ubocznym struktur mających zupełnie inne zadania adaptacyjne.

Nawiązuje się tu często do modularnej teorii umysłu przewidującej, że w naszym mózgu istnieją wyspecjalizowane moduły odpowiedzialne za takie funkcje, jak wykrywanie twarzy, ruchu, czy łączenie pewnych zdarzeń w logiczne związki przyczynowo-skutkowe.

Niektórzy badacze są przekonani, że to nadaktywność tych modułów każe ludziom dopatrywać się w zjawiskach naturalnych ponadnaturalnych znaków, przykładowo kształtu twarzy w przypadkowym ułożeniu chmur.

Stąd z kolei już niedaleka droga do budowania systemów przekonań o charakterze religijnym (Szocik, 2016, s. 122-123).

Niezależnie od tego, jak spojrzymy na tego typu wysiłki, jedno nie ulega wątpliwości. Teoria ewolucji posiada olbrzymi zasięg eksplanacyjny, a wyjaśnianie przy jej wykorzystaniu staje się powszechne nie tylko na gruncie biologii, lecz także na gruncie innych, pozornie nawet bardzo odległych dyscyplin.

Na zakończenie tego artykułu chciałbym poświęcić parę słów statusowi metodologicznemu teorii ewolucji.

Jednym z bodaj najczęstszych argumentów podawanych przez sceptyków z umiarkowanym optymizmem patrzących na tryumfy, jakie teoria ewolucji święci nie tylko na gruncie ścisłej biologii, jest uwaga, że przecież jest to nadal jedynie teoria.

Z metodologicznego punktu widzenia można by było w tym momencie zadać pytanie, czy jest to jedynie teoria, czy może aż teoria?

Źródłem tego rodzaju nieporozumień jest zapewne rozbieżność między potocznym a naukowym znaczeniem terminu teoria. W języku potocznym używa się zazwyczaj tego słowa zamiennie ze słowem mniemanie. Określa się nim więc gorzej, czy lepiej uzasadniony pogląd, który może być prawdziwy, lub fałszywy. Nieco inaczej tłumaczy się termin teoria w słowniku metodologii nauk. Teoria naukowa – jest to uporządkowany logicznie i rzeczowo układ zasad, praw i hipotez. Zasady zaś są to najogólniejsze prawa, które pełnią rolę definicyjną dla całego systemu (Hajduk, 2007, s. 124).

Tak zdefiniowana teoria nie tylko jest konstruktem na znacznie większym poziomie skomplikowania teoretycznego. Jest również poparta wieloma danymi uzyskanymi na drodze eksperymentów i nieustannie poddawana nowym testom.

Można powiedzieć więcej i zaznaczyć, że teoria w tym rozumieniu stanowi rodzaj szablonu interpretacyjnego dla wyjaśnianych przez siebie zjawisk. To dlatego teoria ewolucji może pretendować do roli unifikującej dla całej biologii, nadając na pewnym elementarnym poziomie wspólny sens wszystkim jej poddziedzinom.

W tym świetle widać bardzo jaskrawo nie tylko to, dlaczego nie ma sensu twierdzenie, że teoria ewolucji jest tylko teorią. W sposób szczególny nie ma również sensu kryjące się za tym stwierdzeniem oczekiwanie, żeby teoria wreszcie stała się faktem.

Oczekiwanie takie jest absurdalne, gdyż jak ustaliliśmy na samym początku rozważań, istnieje różnica pomiędzy teorią ewolucji a ewolucją. O ile ewolucja biologiczna jest faktem, o tyle teoria ewolucji jako pewien schemat wyjaśniania nigdy nim nie będzie, co wcale nie podważa jej wiarygodności.

Podsumowując, W artykule tym chciałem osiągnąć dwa cele.

Pierwszym z nich było przybliżenie głównych założeń teorii ewolucji, z naciskiem na pojęcie doboru naturalnego i jego implikacje.

Po drugie natomiast chciałem pokazać, że dziś teoria ewolucji rozumiana jako pewien schemat wyjaśniania, odznacza się olbrzymim zasięgiem, niekiedy znacznie wykraczającym poza pojętą klasycznie biologię ewolucyjną.

Zdaję sobie sprawę, że wielu z zagadnień nie poruszyłem w tym krótkim omówieniu, praktycznie całkowicie pomijając na przykład rolę doboru płciowego, czy dryfu genetycznego. Znalazłoby się również wiele innych dziedzin, jak choćby psychologia ewolucyjna, czy rozwojowa, na gruncie których idee darwinowskie również mają się dobrze, a nie zostały one tutaj omówione. Mam jednak nadzieję, iż artykuł ten, ukaże może w nieco szerszej perspektywie rolę idei darwinowskich nie tylko dla biologii, ale też dla szerzej pojętej nauki i kultury.

Bibliografia

  1. Chodasewicz, K. (2016) Warunki doboru naturalnego a ewolucyjne definicje życia. Filozofia Nauki, 24(1), 41–73
  2. Darwin K. (2009) O pochodzeniu człowieka, tłum. M. Ilecki, Wydawnictwo Biblioteka Analiz, Warszawa
  3. de Waal F. (2013) Małpy i filozofowie. Skąd pochodzi moralność?, tłum. B. Brożek, M. Furman, Copernicus Center Press, Kraków
  4. Futuyma D. (2008) Ewolucja, tłum. J. Radwan i inni, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa
  5. Mayr E. (2004) What makes biology unique, Cambridge, Cambridge University Press
  6. Hajduk Z. (2007) Ogólna metodologia nauk, Wydawnictwo KUL, Lublin
  7. Stencel A. (2017) Dobór naturalny: zarys problemów filozoficznych, w: Główne problemy filozofii biologii, red. Chodasewicz K. i inn., Instytut Filozofii i Socjologii PAN, Warszawa
  8. Szocik K. (2016) Czy kognitywne nauki o religii mogą wyjaśnić religię?, Filozofia Nauki, 24(2), 119-132
  9. Weiss M. (2010) Etyka a ewolucja: metaetyczny kontekst etyki ewolucyjnej, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań
  10. Załuski W. (2009) Ewolucyjna filozofia prawa, Wolters Kluwer Polska, Warszawa

Nota biograficzna

Jakub Nowicki, magister filozofii na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego, a obecnie także student geologii na Wydziale Oceanografii i Geografii UG. Zainteresowania naukowe: etyka, filozofia nauki, biologia ewolucyjna i szeroko pojęty ewolucjonizm, jego status jako paradygmatu naukowego oraz zasadność ekstrapolowania wyjaśnień ewolucyjnych na obszary pozabiologiczne, takie jak moralność, czy szerzej rozumiany rozwój społeczeństw.

W działalności pozanaukowej aktywista społeczny współpracujący z różnymi organizacjami pozarządowymi w zakresie podnoszenia świadomości społecznej na rzecz osób z niepełnosprawnościami oraz wyzwań ekologicznych. Prywatnie miłośnik paleontologii, zwierząt, literatury fantastycznej i żywych sesji RPG.

5/5 - (9 votes)
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Masz przemyślenia? Napisz komentarz!x